Wpis ten piszę chyba bardziej dla samej siebie niż dla innych. Wydaje mi się jednak, iż wpisy oraz posty podsumowujące dany rok są w zasadzie bardziej dla blogerów niż dla czytelników. Dzięki temu możemy na ekranie zobaczyć, co nam się w tym roku udało, a także utwierdzamy się w przekonaniu, że nie przepuściliśmy całego czasu przez palce. To właśnie dlatego wstawiam tu ranking musicali obejrzanych przeze mnie w 2019 roku. Jest to dla mnie szczególnie ważne z tego powodu, iż to w tym roku zaczęłam swoją przygodę z musicalami. No i wpadłam, jak śliwka w kompot normalnie. Po pierwszym zobaczonym spektaklu, jakim byli „Nędznicy”, chciałam więcej.

Wierzę też, iż ten rok był dla mnie tylko rozgrzewką i w nowym roku poszerzę swoje horyzonty o kolejne produkcje. Zamierzam też udać się na swój pierwszy balet do Opery Nova w Bydgoszczy. Jednak tym czasem cofam się jeszcze do tych produkcji, które widziałam do tej pory. Jako, że mam słabość do robienia rankingów, to właśnie w takiej formie je tutaj zestawiam.

Nie będę rozpisywać się przy każdym z tych tytułów, bo byłoby tego po prostu za dużo i za pewne wyszłoby z tego lanie wody na siłę, a to nie cel tego wpisu.

1. Aida

„Aida” zachwyciła mnie chyba wszystkim, czym tylko mogła. Najbardziej jednak urzekła mnie historia miłosna. W końcu w jakimś musicalu nie ma miłości od pierwszego wejrzenia. To był zdecydowanie powiew pewnej świeżości, którego potrzebowałam po zobaczeniu „Nędzników”. Kolejną rzeczą jest z pewnością muzyka, która trafiła w mój gust wręcz idealnie. Z resztą jako fanka Eltona Johna nie spodziewałam się, żeby było inaczej. No i wisienką na torcie były piękne kostiumy, od których nie mogłam oderwać wzroku. Więcej o tym musicalu napiszę pewnie w drugiej części wpisu o mojej musicalowej wycieczce do Warszawy.

2. Rock of Ages

Tutaj słowo klucz to humor. Humor, który sprawił, iż momentami dusiłam się ze śmiechu. Tego czasu świetnie spędzonego na widowni już nic nigdy mi nie zabierze i za to jestem wdzięczna całej ekipie odpowiedzialnej za „Rock of Ages”. Więcej pisałam we wpisie 3 musicale w 2 dni #1 – Rock of Ages.

3. Rapsodia z demonem

Muzyka Queen w świetnym wykonaniu i cudowny pomysł na integrację z widownią. Nic dodać, nic ująć.

4. Nędznicy

O tym miejscu zadecydował chyba głównie sentyment. Był to mój pierwszy musical i z miastem, w którym go widziałam, łączy się wiele cennych dla mnie wspomnień. Do teraz pamiętam dyskusje Eponin vs Cosette. Ja nadal jestem #teamEponin, a wy?

5. Hejt school musical

Chyba dosyć nietypowa pozycja i pewnie nie wszyscy ją kojarzą. Jest to produkcja młodzieżowa w całości realizowana przez teatr komedii Valldal. Zwykle przy współpracy z gdańską sceną NOT. Brak porządnej sceny musicalowej odbija się trochę na akustyce, ale mi to absolutnie nie przeszkadzało w odbiorze. Świetnie się bawiłam oglądając ten spektakl. No i przy okazji do tej grupy teatralnej należy kilka osób, które znam osobiście, tak że miło było je zobaczyć na scenie.

6. Gorączka sobotniej nocy

Muzyka Bee Gees oraz humor, który bardzo przypadł mi do gustu. Polskie wersje piosenek na tyle mi się spodobały, że kupiłam płytę. Niestety dosyć gorzko się rozczarowałam, gdyż nie ma na niej mojego ukochanego „Disco inferno”. Kolejna sprawa jest taka, iż byłam na tym musicalu z mamą i w niektórych momentach czułam się bardzo zawstydzona. Szczególnie, że to ja namówiłam mamę na pójście do teatru. No ale ostatecznie obie wyszłyśmy z niego zadowolone więc nie ma co tego roztrząsać.

7. Miss Saigon

Pierwsza produkcja, na której płakałam. Historia Kim naprawdę chwyciła mnie za serce. No dobra, kiedyś łezka poleciała mi jeszcze podczas śmierci Eponin, ale to nie to samo. Na „Miss Saigon” faktycznie poczułam się w pewien sposób związana z przedstawianą historią, co nie zdarza mi się w teatrze często.

8. Pippin

Ta historia to autentycznie przerobiona opowieść o poszukiwaniu pracy przez moją siostrę. Naprawdę, ja nie żartuje. Moja siostra przez wiele miesięcy szukała jakiegoś zatrudnienia po skończeniu elektrotechniki na AGH w Krakowie. Pracowała już w Przemyślu na budowie i nie bardzo jej się spodobało więc postanowiła przerzucić się na IT (programowanie).

Nie było jej jednak łatwo. Po kilku miesiącach setek rozesłanych CV i dziesiątek nieudanych rozmów stwierdziła, iż przyjmie każdą pracę związaną jakkolwiek z jej wykształceniem. No i wtedy zdarzył się cud. Zatrudnili ją w SKM. Płaca bez szału, robota też. Nic, co by satysfakcjonowało moją siostrę. No ale bezrobotna też zostać nie chciała więc pracę przyjęła. Ciągle jednak narzekała, że to nie to, czego chce od życia itd. Generalnie moja siostra jak pracowała na na budowie, to jej nie pasowało, była przez chwilę szczęśliwa na bezrobociu, a potem też zaczęła desperacko pragnąć pracy, a jak ją w reszcie znalazła to zaczęła narzekać jeszcze bardziej. Jak taki Pippin normalnie, i tak źle, i tak nie dobrze. Tylko zakończenie inne, bo jak tylko siostra podpisała umowę to zaraz zadzwoniły do niej trzy inne firmy gotowe ją zatrudnić od zaraz za lepszą płacę. Najlepsze jest to, że każda z tych ofert bardzo podobała się mojej siostrze, więc miała nie lada problem z wybraniem.

Póki co na obecną pracę nie narzeka, ale czas pokarze, czy jej syndrom Pippina znowu się nie odezwie. Tak że generalnie puenta mojej dziwnej anegdotki jest taka, że musical choć abstrakcyjny, mówi o rzeczach do bólu prawdziwych i to jest jego siła.

9. Upiór w Operze

Moja siostra się zakochała, ja już nie tak bardzo, ale bawiłam się dobrze. Problem mam z kostiumami i scenografią, które w jednym momencie wyglądały cudownie, a za chwilę strasznie tanio i sztucznie. Nie wiem dlaczego, ale po prostu takie odniosłam wrażenie. Trochę niektóre momenty wyglądały jak podręcznikowe przykłady zjawiska nazywanego „overacting”, ale jakoś nie kole to w oczy. Przynajmniej mi nie zepsuło zabawy.

10. Skrzypek na dachu

Klasyka i jeszcze raz klasyka. Poszłam ze szkołą bez większych oczekiwań, ale wyszłam bardzo mile zaskoczona.

11. Wiedźmin

Powiem szczerze, z kapci mnie ten wiesiek nie wyrzucił, ale rozrywkę całkiem na poziomie zapewnił.

12. Notre Dame de Paris

Tutaj nie rozumiem zachwytów nad piosenką „Belle”. Po tygodniu zapomniałam jak ona w ogóle brzmiała. Bardzo spodobały mi się „Katedry” oraz „Azyl”. No i oczywiście choreografia z dzwonami naprawdę mi zaimponowała. Jednakże jeśli nawet by to jeszcze grali to i tak raczej nie poszłabym ponownie.

13. Lalka

Tutaj chyba nie do końca wszystko do mnie dotarło, gdyż nie czytałam książek. Być może wybiorę się jeszcze kiedyś, aby zobaczyć ten spektakl już po lekturze powieści. Generalnie muszę jednak przyznać, że estetyka scenografii bardzo mi się spodobała i po prostu przyjemnie się na tą scenę patrzyło.

No cóż, to by było niestety na tyle. Czas najwyższy zacząć planować najbliższy rok pod kątem musicalowym. Jeszcze tylko się was zapytam, jacy są wasi musicalowi tegoroczni faworyci? Która premiera najbardziej wam się podobała? No i oczywiście jak wyglądają wasze plany na przyszły rok?

Zapraszam też do polubienia mojego fanpage’a na Facebooku.