A miałam, jasna cholera, pisać wpisy na tydzień tematyczny. Nie pomyślałam, że obejrzenie nowego serialu netflixa „Jeszcze nigdy” pokrzyżuje mi plany. Przede wszystkim nie spodziewałam się też, że będzie to taka dobra produkcja. Bawiłam się świetnie. Cały pierwszy sezon obejrzałam na raz, siedząc przy tym do drugiej w nocy, bo mój plan zakładał obejrzenie tylko kilku odcinków przed snem. Jak się można domyślić, owy plan nie bardzo wypalił. Teraz powstrzymuje się przed obejrzeniem tego jeszcze raz, ale idzie mi beznadziejnie, więc próbuję odwrócić swoją uwagę zabierając się za ten wpis.

„Jeszcze nigdy” jest zabawne, wzruszające, świetnie wykorzystuje znane schematy, ale podaje je w ciekawy, świeży sposób. No, to tyle musicie wiedzieć. Koniec recenzji, można się rozejść. Ale że mam napisać coś więcej? No dobra… Czy to już ten moment kwarantanny, kiedy zaczynam gadać sama do siebie nawet pisząc bloga?

Fabuła

Devi właśnie zaczyna drugi rok liceum. Dziewczyna postanawia, że zrobi wszystko, aby ten rok okazał się dla niej lepszy niż ostatni. Pierwszym krokiem w tym kierunku będzie… znalezienie sobie chłopaka.

Jeszcze nigdy netflix

I tutaj można by stwierdzić, że to głupie, iż każda nastolatka w tego typu produkcjach wierzy, że rozwiązaniem większości problemów jest znalezienie sobie chłopaka. No ale w prawdziwym życiu też tak trochę jest. I nie, nie chodzi mi tutaj o to, że znalezienie chłopaka rozwiązuje problemy, bo tego nie robi, ale o tym, że dużo nastolatek faktycznie w to wierzy. Może nie tak bardzo dosłownie, ale w takim wieku podświadomie postrzega się osoby mające partnera jako te fajniejsze i popularniejsze.

W sumie trochę tak jest, bo odkąd pamiętam, kiedy u mnie w szkole tworzyła się jakaś para, zawsze dotyczyło to dwójki ładnych, lubianych osób. Oczywiście tylko do pewnego wieku. Chyba jest to też jeden z powodów, dlaczego tak dobrze rozumiałam główną bohaterkę. Szczególnie, że w zasadzie jestem w prawie tym samym wieku, co ona. Sama też do niedawna wierzyłam, że znalezienie kogoś od razu czyni życie lepszym, a że ja kogoś jeszcze sobie nie znalazłam, to coś jest ze mną nie tak. Wiem też, że część moich przyjaciół i znajomych też żywiła takie przekonania. Tylko, że przecież wszyscy wiemy, iż nie są one prawdziwe (zazwyczaj) i „Jeszcze nigdy…” bardzo dobrze ten fakt obrazuje.

Wracając jednak do fabuły, Devi ma za sobą pewną traumę. Mianowicie, kiedy była w pierwszej liceum, jej tata zmarł na koncercie orkiestry, do której należała, co wstrząsnęło dziewczyną na tyle, że na kilka miesięcy straciła czucie w nogach. Teraz poprzez znalezienie sobie chłopaka chce pozbyć się łatki biednej kaleki bez ojca.

Według mnie twórcy ładnie poradzili sobie z wątkiem radzenia sobie z utratą bliskiej osoby. Nawet więcej. Poprzez retrospekcje, sprawili, że nawet polubiłam zmarłego ojca Devi.

Jeszcze nigdy

Warto byłoby też wspomnieć, iż Devi jest z pochodzenia hinduską, jednak jej rodzice przeprowadzili się do stanów przed jej narodzinami. Przez to dziewczyna czuje się bardziej amerykanką i nie za bardzo radzi sobie z pogodzeniem tych dwóch światów.

Humor

Jeszcze nigdy netflix

Ile ja się śmiałam na tym serialu! Moja siostra potwierdzi, bo nie mogła przeze mnie zasnąć. Głównie dlatego, że sytuacje z „Jeszcze nigdy” bardzo przypominały mi te z mojego życia. Poza tym humor jest nie wymuszony i wszystkie zabawne sytuacje dzieją się naturalnie. Nie ma tutaj usilnego rozśmieszania widowni co pięć sekund. Dzięki temu też sytuacje wzruszające wybrzmiewają lepiej i wszystko ładnie ze sobą gra, nie wytrącając widza z rytmu.

Postacie

Wiem, że to jest punkt, o którym gadam najwięcej przy pisaniu o praktycznie wszystkim, ale co ja poradzę, że to właśnie postacie najczęściej sprawiają, że coś mi się podoba lub nie. A w przypadku „Jeszcze nigdy” polubiłam wszystkich, nawet zmarłego. Co prawda główna bohaterka i jej wróg Ben to moi ulubieńcy. Jednak przyjaciółki Devi – Eleanor i Fabiole też bardzo polubiłam. Miło, że twórcy nie potraktowali ich po macoszemu. No wiadomo, historia Devi nadal wysuwa się na pierwszy plan, ale nie kosztem postaci pobocznych. W ogóle to strasznie podobało mi się sposób przedstawienia przystojnego sportowca o przeciętnej inteligencji. Uważam, że jego postać wyszła świetnie.

Jeszcze nigdy

Kolejną sprawą jest rodzina Devi i relacje w niej panujące. Tutaj w zasadzie ciężko coś sensownego powiedzieć, żeby nie spoilerować. Powiem tylko, że dawno żadna ekranowa rodzinka nie wydawała mi się tak realna. Sceny z ich udziałem nawet ze mnie wycisnęły kilka łezek.

Schemat „typowej nastolatki”

Tak, za pewne z kilku produkcji znacie ten irytujący schemat. „Hej, jestem X, jestem zupełnie typową przeciętną nastolatką… jestem tylko piękna niczym modelka, a jak przez przypadek założyłam do szkoły krótką spódniczkę, to najprzystojniejszy chłopak w szkole się o mnie bił.” Ehhh… kto tego nie zna? Najlepsze jest to, że dana dziewczyna nigdy nie miała żadnego życia miłosnego, aż tu nagle BUM – najprzystojniejszy chłopak pada jej do stóp. Znaczy, nie żebym nie oglądała produkcji tego typu i się na nich dobrze nie bawiła. Po prostu fajnie byłoby zobaczyć coś innego.

No i tym czymś innym było dla mnie „Jeszcze nigdy”. Bo może główna bohaterka jest ładna, ale nie niczym wyjęta z modowego magazynu. No i jej uroda nieco odbiega od amerykańskich standardów pewnie dlatego, że jest hinduską. No a co do najprzystojniejszego chłopaka w szkole to jest on nieco inny niż ci ze schematu opisanego powyżej. Po pierwsze dla odmiany ma on własne życie, a po drugie nie zachowuje się jakby główna bohaterka była centrum jego świata.

Właśnie za to pokochałam „Jeszcze nigdy”. Niby pełno schematów, ale każdy jest dobrze wpisany w scenariusz, a także pokazany nieco inaczej. Dzięki temu oglądanie tego serialu wydaje się takie znajome, ale z drugiej strony odświeżające.

Trójkąt miłosny

Nienawidzę trójkątów miłosnych. Nienawidzę, ale i tak zawsze się w nie pakuje. Czy to w popkulturze, czy w prawdziwym życiu. Nie wiem, co jest ze mną nie tak. Wracając jednak do serialu. Widziałam już trójkąty miłosne, gdzie od początku wiemy kto z kim będzie, a ta druga osoba jest tym biednym kołem u wozu (jak w większości dram). Widziałam takie, gdzie raz kibicowałam jednej stronie, a raz drugiej („Jane the Virgin” „Klątwa tygrysa”). Były takie, gdzie od początku kibicowałam jednej ze stron (saga „Wybrani” oraz „Dwór Cierni i Róż”). Był nawet taki, gdzie shippowałam ze sobą wszystkich („3 Will Be Free”). Nigdy jednak nie było takiego, gdzie kibicowałabym obu stronom tak samo mocno. No ale z obejrzeniem „Jeszcze nigdy” ten stan rzeczy uległ zmianie.

Jeszcze nigdy
No dobra, być może mam jakieś minimalne preferencje, ale są one naprawdę minimalne.

To, że pojawi się trójkąt miłosny nie jest spoilerem, bo można się tego domyślić od pierwszego odcinka. Chociaż do prawda, że do uczuć jednego chłopaka twórcy przez pierwsze odcinki trzymali nas w lekkiej niepewności, ale naprawdę bardzo lekkiej.

Szczerze mówiąc, serio nie wiem, komu kibicuje. Obydwu chłopaków polubiłam i uważam, że obydwoje zasługują na szczęście. Choć muszę przyznać, że chyba domyślam się, z kim główna bohaterka skończy, jednak głowy za to nie dam. Z jednej strony mamy naszego (nie)schematycznego najprzystojniejszego chłopaka w szkole, a z drugiej strony największego wroga z dzieciństwa. Gdyby sprowadzić to do takich właśnie schematów, wybrałabym wroga, bo mam niezdrową słabość do tego tropu. Jednak nie jestem w stanie wybrać, bo twórcy ze swoich postaci uczynili coś więcej niż schematy.

I na tym, jakże pięknym stwierdzeniu zakończę ten wpis. A jeżeli już oglądaliście „Jeszcze nigdy” to komu kibicujecie?

Po więcej wpisów o ciekawych serialach i innych fajnych rzeczach, zapraszam do polubienia fanpage’a na Facebooku. Przy okazji, jeśli to zrobicie, będziecie na bieżąco z tygodniami tematycznymi. Więcej o tym pod koniec tego wpisu.

koteł prosi o lajki