„Itaewon Class” to koreańska drama, która ostatnio (a przynajmniej byłoby to ostatnio gdybym zabrała się za ten wpis wcześniej) zyskała naprawdę sporą popularność. Kiedy drama ta zaczynała wychodzić akurat kończyła się też równie popularna seria „Crash Landing on You” i potrzebowałam po niej czegoś na pocieszenie. Sięgnęłam więc po powszechnie polecane „Itaewon Class”, nie do końca wiedząc czego się spodziewać. No i uwaga spoiler, nie zawiodłam się. Co więcej, uważam, że kdrama ta jest nawet lepsza od „Crash Landing on You”. Naprawdę dawno nie oglądałam tak dobrej koreańskiej produkcji. Tak więc przechodząc do konkretów…

Fabuła

Itaewon Class

Sae Ro Yi w szkole wdaje się w bójkę z synem prezesa firmy, w której pracuje jego ojciec. Nasz bohater nie zamierza jednak przepraszać, gdyż zrobił to w obronie ucznia, nad którym znęcał się syn prezesa. W wyniku tych wydarzeń Sae Ro Yi zostaje wyrzucony ze szkoły, a jego ojciec traci pracę. Lecz mimo tego udaje im się na nowo ułożyć swoje życie, a przynajmniej do czasu wypadku, w którym ginie ojciec Sae Ro Yi, a przez splot wydarzeń sam nasz bohater trafia do poprawczaka. Po wyjściu na wolność Sae Ro Yi postanawia zemścić się na osobach odpowiedzialnych za śmierć jego ojca, a którym wcześniej udało się uniknąć jakichkolwiek konsekwencji.

Co ciekawe z opisu samej dramy nie specjalnie wynika, czy będzie tam jakiś romans. No ale oczywiście jest to jednak kdrama, więc owy romans jest i co więcej, jest to romans dobry. Przynajmniej według mnie, bo widziałam dużo różnych opinii. Tylko taka mała rada – dajcie sobie czas na wybranie komu będziecie kibicować.

Wiem też, że sama fabuła nie brzmi super szałowo, ale naprawdę ciężko opisać to lepiej nie spoilerując jednocześnie pierwszych odcinków. A teraz przejdę do tego, dlaczego tak jest.

Oryginalna konstrukcja

Itaewon Class

Pisząc oryginalna, mam na myśli jak na kdramy. Zwykle w typowych kdramach bohaterów poznajemy w momencie, kiedy mają już za sobą pewną historię, którą zwykle poznajemy poprzez flashbacki. Często to na nich opiera się cała fabuła dramy. W takich wypadkach często co odcinek oglądamy ten sam flashback tylko przedłużony o kilka sekund, żeby odkryć przed nami nowe, szokujące fakty. No i tak aż do ostatniego odcinka, w którym w końcu dowiadujemy się, co się stało (a że już się domyśliliśmy to inna sprawa).

W „Itaewon Class” nie ma czegoś takiego. Poznajemy naszego bohatera od chwili, w której zaczęła się jego droga, która doprowadziła go do momentu, od którego wiele typowych kdram zaczęłoby pierwszy odcinek. To jednak może być też wadą, gdyż tak naprawdę dwa pierwsze odcinki są w zasadzie długim prologiem. Nie oznacza to, że są nudne, bo w miarę przyjemnie się je ogląda, ale też niekoniecznie wciągają. Dlatego powiedziałabym, że dramie tej powinno się dać tak z cztery odcinki, ażeby się do niej przekonać.

Kolejną sprawą są przeskoki czasowe, które w „Itaewon Class” są nieuniknione, jako że cała historia jest dość mocno rozwleczona w czasie. Z jednej strony niektórym może to przeszkadzać, ale z drugiej dzięki temu wydarzenia oraz przemiany bohaterów wydają się być bardziej naturalne i nie wymuszone. No i nie dostajemy flashbacków wydarzeń, które widzieliśmy w poprzednim odcinku, a przynajmniej ja takich nie pamiętam. No a w każdym razie nie takich, które by szczególnie irytowały.

Przecudowne postacie

Itaewon Class

To chyba największa zaleta „Itaewon Class”, która sprawiła, że tak bardzo pokochałam tą dramę. A może powinnam powiedzieć, że to jej postacie tak pokochałam, a nie samą dramę? Chciałabym tutaj nawiązać do tytułu tego wpisu. Wiele postaci „Itaewon Class” nie miała łatwego życia, a niektóre z nich częściowo same sobie na to zasłużyły. No ale każdy popełnia błędy, jednak nie każdy potrafi się do nich przyznać i uczyć się z nich. „Itaewon Class” obrazuje to zdanie idealnie. Po obejrzeniu tej dramy pozostaje takie motywujące uczucie, że nigdy nie jest za późno, żeby zmienić swoje życie. Nie ważne czy to pod względem nielubianej pracy, czy marnych kontaktów towarzyskich.

Oczywiście w samej dramie nie wszystko jest takie sielankowe i wszystkie postacie przechodzą długą, ciężką drogę, aby dotrzeć do wyznaczonego sobie celu. Muszę przyznać, że szczerze kibicowałam większości tych postaci podczas oglądania.

Nietypowa główna bohaterka

Jo Yi Seo

Moim absolutnym faworytem była jednak Yi Seo, która zdecydowanie odstaje od typowej bohaterki kdramy (chociaż ostatnio nieco się w tej kwestii pozmieniało). Nie jest to też postać, która każdemu się spodoba i ja zdaję sobie z tego sprawę. Yi Seo bywa wredna, obojętna na uczucia innych, a także nietaktowna, ale mimo to potrafi być zaskakująco tolerancyjna i nieustępliwa, kiedy chodzi o jej przyjaciół. „Itaewon Class” to w ogóle chyba pierwsza drama, w której główna bohaterka podoba mi się bardziej niż główny bohater.

Kolejną postacią, którą bardzo polubiłam była Hyun Yi. No i o niej ciężko w zasadzie mi coś napisać, nie spoilerując. Powiem więc tylko, że nie spodziewałabym się tej postaci po koreańskiej dramie.

Antagoniści

Jang Da Hee

No a jeśli chodzi o antagonistów to czapki z głów dla twórców, bo prezesa miałam ochotę udusić przez ekran od początku do końca. Dostał, na co zasłużył i żadne tragiczne backstory tego nie zmieni. Oczywiście to nie jedyny antagonista tej serii, ale reszta dość mocno zmieniała się na przestrzeni czasu. Wspomnę tylko, iż mimo że nienawidziłam Geun Wona to i tak cały czas mu współczułam.

Główny bohater

Itaewon class webtoon
Warto też wspomnieć, że drama oparta jest na webtoonie, który ludzie powszechnie zachwalają.

No i zdałam sobie sprawę, że nawet słowem nie wspomniałam o głównym bohaterze. Sae Ro Yi’ego z początku trudno mi było polubić, jednak z czasem doceniłam wszystkie jego drobne gesty, a także to jakim jest człowiekiem. Uważam, że Park Seo Joon wykonał kawał dobrej roboty odgrywając tą postać. W kwestii postaci to chyba tyle, czym się chciałam podzielić.

OST<3333333

OST „Itaewon Class” to czyste arcydzieło. Do tej pory się przy nim rozpływam. Jest w nim oczywiście parę elementów typowych dla kdramowych kawałków, ale jednocześnie jest w nim sporo pewnego rodzaju świeżości. A z resztą, co ja wam się będę rozpisywać o muzyce. Po prostu sami posłuchajcie.

A no i MV, które tutaj wstawiam zawierają spoilery, więc bierzcie to pod uwagę podczas włączania ich.

To zdecydowanie moja ulubiona piosenka z całego OST’u. Regularnie drę się do niej na cały dom. Spokojnie, reszta domowników ma pracę, w której nie może pracować zdalnie, a więc robię to tylko jak jestem sama.
Czy ja coś wspominałam o tym, że poprzednia piosenka jest moją ulubioną…? Chyba jednak wychodzi na to, że nie. Kawałek śpiewany przez V z BTS jednak wygrywa.

W każdym razie jeżeli jakimś cudem nadal nie znaleźliście sobie interesującego tytułu do obejrzenia na kwarantannie, po prostu idźcie oglądać „Itaewon Class”.

A jeżeli chcecie więcej czytać o dramach, tutaj macie mój fanpage, który możecie polubić. Nagrodą jest dozgonna wdzięczność pewnej kluski.

Powiedziałabym, że za każdego lajka ten koteł dostanie swojego ulubionego smaczka, ale nie będę uciekać się do szantażu emocjonalnego. Chociaż…