W ostatni piątek widziałam balet „Coppelia”, który był moim pierwszym baletem w życiu, więc zdecydowanie proszę się nie spodziewać po tym wpisie jakiejś specjalistycznej analizy tego, co widziałam. Nie nazwałabym tego także recenzją. Chciałam po prostu podzielić się moimi wrażeniami, jako osoby, która pierwszy raz spróbowała doświadczyć takiej formy kultury. Będzie to więc raczej wpis w formie relacji pisanej z perspektywy osoby, która o balecie wie tyle, co nic.

Już teraz mogę wam powiedzieć, że było to doświadczenie udane. No i całe szczęście bo w przypływie ciekawości, kupiłam bilety także na „Kopciuszka” również w Bydgoszczy. Gdyby więc nie spodobało by mi się na „Coppelii” nie wiem, co bym zrobiła z tymi biletami na kolejny balet. No, ale na szczęście jednak nie muszę się o to martwić.

Dobra, teraz to nawet nie musiałabym się martwić jakby mi się nie spodobało, bo i tak wszystkie spektakle zostały odwołane.

Muzyka na żywo

To chyba podobało mi się najbardziej. Nie jestem wielką fanką muzyki klasycznej, jednak słuchanie jej na żywo wywołuje zupełnie inne odczucia. Zwykle jak mój tata włączał w samochodzie muzykę klasyczną zawsze mnie to irytowało, bo wolałabym sobie jednak posłuchać innej muzyki. Tak samo raczej nigdy nie zdarzało mi się puszczać klasycznych kawałków tak po prostu dla siebie do słuchania. Podczas oglądania „Coppeli” za to bardzo dobrze mi się ich słuchało. Na tyle dobrze, że włączałam sobie tą muzykę podczas pisania tego wpisu.

Ciężko mi to zjawisko dokładnie opisać, ale słuchanie tego rodzaju muzyki na żywo to naprawdę interesujące doświadczenie. Jeśli nadarzy mi się okazja, chętnie przeżyje je jeszcze raz. Miałam już nawet kupione bilety na „Kopciuszka” do Bydgoszczy, o czym wcześniej wspominałam, no ale korona-wirus trochę pokrzyżował mi plany. Z resztą jak pewnie większości z was. Jednak teraz może przejdźmy do bardziej pozytywnych rzeczy, bo domyślam się, że słuchania o epidemii macie pewnie już dość.

Bajkowo i kolorowo

Bajkowa i przepiękna scenografia to kolejna rzecz, która oglądanie „Coppeli” uczyniła niezwykle przyjemnym doświadczeniem nie tylko pod względem słuchowym, ale także wizualnym. Podziwianie tej scenografii oraz strojów, delektując się jednocześnie cudowną muzyką było naprawdę odprężające. Plus te sukienki były takie śliczne. Przez cały czas myślałam o tym, że sama bym takie z chęcią nosiła. Szczególnie sukienki lalek, które były w groszki. W każdym razie widać, że ekipa Opery Nova naprawdę włożyła serce w przygotowanie „Coppelii”

Duuużo piruetów

Taniec to w zasadzie chyba najważniejsza kwestia jeśli chodzi o balet, jednak to właśnie o niej wspomnę chyba najmniej. Głównie dlatego, że kompletnie nie jestem zorientowana w tym temacie, a więc nie za bardzo mogę wam powiedzieć o tym coś ciekawego. Wspomnę więc tylko, że choreografie w wykonaniu bydgoskiej ekipy zrobiły na mnie spore wrażenie. Jest mi słabo jak tylko pomyślę, ile ci ludzie musieli włożyć w to wysiłku. Z resztą z tego, co się orientuję, żeby zostać tancerzem baletowym trzeba zacząć trenować poważnie już od najmłodszych lat, więc to, co oglądamy na scenie jest wynikiem wieloletniej i bardzo ciężkiej pracy. Jednak kiedy patrzy się na tych tancerzy, wygląda to tak, jakby wszystkie te figury (jedyna konkretna jaką znam to piruet, widać to z resztą po tytule wpisu) przychodziły im z taką lekkością, że aż miło się na to patrzyło.

No a co z tą fabułą?

No tak, w końcu każdy balet jakąś fabułę ma, podobno… A tak serio to widać trochę tą fabułę, ale życzę powodzenia w odgadywaniu jej. Naprawdę, nawet jak wydaje wam się, że rozumiecie to, co dzieje się na scenie, to źle wam się wydaję. Ja myślałam, że jestem taka inteligentna i rozumiem całą akcję, dopóki nie kupiłam programu. O jak ja się myliłam, w jakim błędzie byłam, myśląc, że wyłapuje wszystko co się przede mną dzieje.

Dlatego właśnie polecam kupić wam program, kiedy wybieracie się na balet, bo jeżeli w większości musicali akcja przedstawiona jest raczej klarownie i jednoznacznie, tak z baletem jest zupełnie inaczej. Może ci się wydawać, że wszystko rozumiesz, ale po przeczytaniu libretta okazuje się (libretto – tekst stanowiący podstawę przedstawień sceniczno-muzycznych, taki trochę uproszczony scenariusz), że wszystko to zrozumiałeś źle i w tych gestach postaci o coś innego jednak chodziło.

Może to być odrobinę irytujące, bo to trochę jak z kluczem na języku polskim, którego twoja interpretacja nie obchodzi. Jeżeli tak się sprawa ma z wami, nikt wam nie broni nie kupować programu, pozostając przy swojej wersji wydarzeń. Oglądanie baletu ma w końcu być dla nas rozrywką, a nie źródłem irytacji. Dla mnie osobiście skonfrontowanie moich wyobrażeń o fabule z jej oficjalną wersją było całkiem ciekawym i zabawnym doświadczeniem. Podobne odczucia chyba miała moja mama, bo jak razem czytałyśmy program, to zaczęła się śmiać i pytała się mnie, czy bez tego programu bym na to wpadła. No i prawda jest taka, że nie, nie wpadłabym.

Bez słów

W ogóle myślę, że twórcy baletów wykonują kawał dobrej roboty i podziwiam przy tym ich kreatywność. Nie łatwo w końcu jest przekazać ludziom pewne historie, nie używając przy tym słów. Twórcy baletowi mają do dyspozycji tylko taniec i muzykę (no i scenografia też pełni w tym swoją rolę rzecz jasna), a może zamiast „tylko” powinnam powiedzieć „aż”. W końcu muzyka od zawsze służyła do wywoływania u ludzi konkretnych emocji, a taniec stanowił narzędzie do ich wyrażania. Tak że być może siłą baletu są właśnie te emocje. Nie szczegóły opowiadanej historii, ale emocje, które wywołuje w nas sposób w jaki jest przekazywana.

W wielkim skrócie – jeżeli będziecie mieli okazję przekonać się na własnej skórze, czym jest balet, skorzystajcie. Szczególnie, jeśli wasz pierwszy balet miałby być „Coppelią”. No a jeżeli lubicie, bądź nawet kochacie balet, ale „Coppeli” w Bydgoszczy nie widzieliście, polecam wam tą zaległość nadrobić jak tylko obecna sytuacja dobiegnie końca.

No a jak spodobał wam się wpis, zapraszam do polubienia kanapowej kluseczki na Facebooku.