Ostatnio obejrzałam genialny gruziński film. Choć zanim do tego doszło, nie sądziłam, że kiedyś napiszę lub powiem coś takiego. Szczególnie, że przedtem nigdy nie przewinął mi się taki film gruziński, który by mnie zainteresował. W zasadzie nie wiem, czy jakikolwiek mi się kiedykolwiek obił o uszy. Byłam więc dość mocno zaintrygowana kiedy natknęłam się na zwiastun „A Potem Tańczyliśmy”, który wydał mi się całkiem zachęcający.

Fabuła

Film opowiada historię Mereba, który jest tancerzem w drugim zespole gruzińskiego baletu narodowego. Gruziński taniec wygląda jednak zgoła inaczej niż ten, do którego większość z nas przywykła. Nie ma w nim miejsca na delikatność czy słabość. Tancerze muszą być męscy, silni, no i rzecz jasna heteroseksualni, bo jakżeby inaczej? Głównym celem Mereba jest dostanie się do pierwszego zespołu. Jednak, pomimo pracy jaką wkłada w swoją pasję, ciągle słyszy od innych, a to że jest za delikatny, a to że nie ma w tańcu dla niego przyszłości i takie tam. Mereb w każdym razie nie zamierza rezygnować ze swojego celu. Robi wszystko, aby dostosować się do wymogów, które stawiają przed nim inni. To zaczyna się zmieniać, gdy do zespołu dołącza nowy, utalentowany chłopak – Irakli, który szybko staje się głównym rywalem Mereba, ale też i kimś więcej. Już chyba wiecie dokąd to wszystko zmierza?

A Potem Tańczyliśmy

„A Potem Tańczyliśmy” nie jest filmem wolnym od schematów, homofobiczne środowisko, pojawia się nowy chłopak, no i główny bohater musi wybierać. No tylko, że nie do końca, bo ostatecznie to środowisko wybrało za niego, ale też nie w sposób, jaki sobie zapewne wyobrażacie. W tym miejscu tak szybko napomknę, że zakończenie nie jest cukierkowe, ale w pewien sposób podnosi na duchu i daje nam cień nadziei pomimo smutnych momentów, które do niego doprowadziły. Za to pierwsza część filmu jest niemal cukierkowa, ale nie w taki sztuczny, napompowany sposób, lecz szczery i naturalny. Twórcy zarysowują nam na samym początku, jak wygląda życie Mereba – problemy finansowe, brat pakujący się w kłopoty i jeszcze gość na próbach, który ciągle tylko mu wytyka, że jest za delikatny. Generalnie nie jest i nie będzie kolorowo, jednak pojawienie się Irakliego wprowadza trochę kolorów w życie bohatera.

Szczera relacja głównych bohaterów

Nie jestem w sumie pewna, ile mogę wam zdradzić, żeby nie zaspoilerować wam za bardzo fabuły, ale chyba jeszcze trochę mogę się rozpisać o bohaterach. Jak ktoś bardzo nie chce wiedzieć już nic więcej o fabule to niech przewinie tą sekcję. Wracając do Mereba i Irakliego, wydawać by się mogło, że teraz będzie wielki dylemat dla głównego bohatera, bo przecież w Gruzji LGBT podlega niemal bezwzględnemu ostracyzmowi, a jednak… Mereb w pierwszej części filmu ma niemal wywalone na konsekwencje. W zasadzie to w późniejszej części też, ale już w trochę inny sposób. Nie zdradzając szczegółów, w obu przypadkach zachowanie głównego bohatera ma jak najbardziej sens.

A Potem Tańczyliśmy

Na początku zawiązywania się relacji między głównymi bohaterami, Mereb zaczyna widzieć rzeczywistość przez różowe okulary i ten stan pogłębia się im bardziej pogłębia się owa relacja. Problemy chłopaka oczywiście nie znikają. Nadal znajdują się gdzieś na drugim planie. Nie są już jednak takie ważne, bo liczy się Irakli – najprawdopodobniej pierwsza prawdziwa miłość Mereba. No i trzeba aktorowi przyznać, że zagrał absolutnie fenomenalnie. Stworzony przez niego bohater jest wiarygodny w każdym, ale to w każdym calu. Mogę przysiąść, że kiedy Mereb patrzył na Irakliego to pojawiały mu się serduszka w oczach niczym postaci z anime. Przysięgam, tak było, true story. Oczywiście, jak się pewnie domyślacie, rzeczywistość prędzej czy później dopada naszych bohaterów. Więcej fabuły nie zdradzę, ale wiedźcie tylko, że „character development” jest rozegrany jak należy i z wyczuciem.

Postacie drugoplanowe

A Potem Tańczyliśmy

A tak jeszcze tylko dodam w kwestii postaci, że Miriam, przyjaciółko-dziewczyna naszego bohatera (nie wiem jak to lepiej nazwać) jest napisana i rozegrana bardzo dobrze. Pod koniec niemal nie sposób jej nie kochać. Niezwykle miłym zaskoczeniem była dla mnie również postać brata, którego przez większość seansu miałam ochotę zdzielić przez ekran, ale spokojnie, gość rehabilituje się pod koniec.

Aktualność

Mam wrażenie, że zdradziłam wam już aż za dużo, więc przejdźmy może do innej kwestii dotyczącej filmu. Mianowicie jest on niesamowicie ważny społecznie. Jak już pewnie domyśliliście się po tym wpisie, sytuacja osób LGBT w Gruzji nie wygląda najlepiej. To, że w ogóle powstał tam film o takiej tematyce jest już wielkim krokiem naprzód, który przez część społeczeństwa nie został najlepiej przyjęty. Podczas premiery w kinach dochodziło do zamieszek wywołanych przez ludzi, którzy film o dwóch zakochujących się w sobie tancerzach uznali za obrazę gruzińskiej tradycji. Co jeszcze bardziej pokazuje, jak bardzo potrzebny był ten film.

Wiadomo, że jedna produkcja nie popchnie nagle do postępu całego narodu. Wystarczy jednak, że popchnie jedną osobę, a to już będzie sukces. Być może za tą jedną podąży następna i tak kroczek po kroczku wszyscy podążymy ku lepszej przyszłości… Dobra, to zdanie wyszło mi chyba za głębokie, czas rzucić jakimś sucharem. Nie no, a tak na serio, oprócz wpłynięcia na postrzeganie LGBT przez niektóre osoby, film ma też szanse dotrzeć właśnie do osób LGBT w Gruzji, które boją się tego, kim są.

Właśnie dlatego „A Potem Tańczyliśmy” jest tak ważnym społecznie filmem, który powinien dotrzeć do jak największej liczby osób także poza Gruzją. Szczególnie, że oprócz ważnego społecznie tematu, jest on pięknie nakręcony, dobrze zrealizowany, z porządnym scenariuszem i fenomenalnym aktorstwem. Serio, nie wiem co ja mam jeszcze powiedzieć żebyście obejrzeli ten film.

Im więcej o tym myślę, tym lepszy mi się ten film wydaje…

Czuję w ogóle, że ta recenzja i tak nie odda tego, jak dobry jest to film. A wydaje mi się on coraz lepszy im więcej o tym myślę. Wiecie jak są takie produkcje, których nie ogląda nam się najgorzej, ale chwila refleksji po seansie wystarcza żeby wyłapać ich wady i absurdy, które sprawiają, że już nie chcemy do nich wracać? Z tym „A Potem Tańczyliśmy” jest odwrotnie. Im więcej o nim myślisz, tym bardziej elementy układanki do siebie pasują i coraz bardziej doceniasz twórców, którzy je ułożyli.

Mówiąc inaczej, po seansie uważałam „A Potem Tańczyliśmy” za film dobry. Już wieczorem zaczęło do mnie docierać, że w zasadzie był nawet więcej niż dobry. Za to po kilku dniach, podczas których rozmyślania nad nim nadal nie chciały ucichnąć, a odsłuchana po raz tysięczny piosenka z filmu utkwiła mi w głowie na dobre, doszłam do wniosku, że był to film bardzo dobry. Nie wiem, czy wystarczająco, żeby dać mu 8/10 gwiazdek, ale na pewno blisko.

W ramach objaśnienia dla tych, którym moja ocena wydaje się dziwnie surowa po wszystkich superlatywach w tej recenzji. Jestem bardzo surowa i wybredna kiedy chodzi o kino niezależne. Dużo bardziej niż w przypadku kina mainstreamowego, w którego przypadku ocenę 8/10 daję często bez większej refleksji. Generalnie wystarczy żeby film zapewnił mi rozrywkę na tyle dobrą, żebym chciała w przyszłości wrócić do niego przynajmniej kilka razy. Zaś w przypadku kina niezależnego, od filmu oczekuje niemal perfekcji, za perfekcje z kolei daję ocenę 9/10. Nawet nie pytajcie, za co daje ocenę 10/10. Oceniłam tak wysoko jak na razie tylko jeden film i było to „Spirited Away: W krainie bogów”, które uważam za niekwestionowalne arcydzieło. Także ten, to tyle jeśli chodzi o wcale nie krótkie objaśnienie mojej oceny.

No dobra, czas na małe co nie co podsumowanko:

  • Całokształt: 7,8/10
  • Scenariusz: 7,5/10
  • Aktorstwo: 8/10
  • Muzyka: 7,8/10
  • Realizacja (reżyseria, montaż etc.): 7,8/10

A tutaj podrzucam wam jeszcze zwiastun oraz piosenkę, o której wspominałam (ostrożnie, może uzależniać!).

Gdzie obejrzeć?

„A Potem Tańczyliśmy” będzie dostępny online od 5 grudnia. Będzie go można znaleźć na platformach kin studyjnych, których listę znajdziecie na stronie mojeekino. Będzie też dostępny na platformie outfilm. Ja jestem strasznie niecierpliwą kluską, więc znalazłam go sobie w czeluściach internetu wcześniej. Jednak jak będzie dostępny legalnie to chyba go sobie wypożyczę i zmuszę rodzinkę do oglądania.

Jeżeli podobał wam się wpis i jesteście zainteresowani kolejnymi recenzjami bądź kontentem związanym z BL, zapraszam do polubienia na Facabooku. No i do zostawienia reakcji pod wpisem. To naprawdę miłe widzieć, że ktoś przeczytał twój wpis i mu się on spodobał.

Po więcej recenzji filmów możecie zerknąć TUTAJ.

A po więcej kontentu BL TUTAJ.