W te wakacje wpadłyśmy z siostrą w szał organizowania wyjazdów. Ja na dodatek byłam w szale kupowania biletów na musicale. Namówiłam więc moją siostrę na wyjazd do Warszawy. Na początku miałyśmy kupione bilety na „Rock of Ages” w piątek i na „Aide” w sobotę. Zarezerwowałyśmy sobie też hotel, ale okazał się zbędny, ponieważ koniec końców nocowałyśmy u znajomego. Później jednak, dowiedziałam się, iż zwolniła się duża pula biletów na „Rapsodie z demonem” i kupiłam nam bilety w ramach prezentu urodzinowego dla siostry.

W wyniku tych wszystkich planów, miałyśmy naprawdę zapchane dwa dni. W piątek do Warszawy dojechałyśmy ok. 17.00, po czym poszłyśmy szybko coś zjeść do tajskiej restauracji (której przez 15 min nie mogłyśmy znaleźć, ale jedzenie było pyszne) – Wi-taj. Przebrałyśmy się w tamtejszej toalecie i z małym opóźnieniem ruszyłyśmy do Teatru Syrena. Udało nam się przyjść około 7 min przed spektaklem. Był to nasz pierwszy raz w jakimkolwiek warszawskim teatrze i jesteśmy oczarowane. Wcześniej bywałam w Gdyni, Łodzi oraz Poznaniu, ale w żadnym mi się jeszcze tak nie podobało, ja w Syrenie.

Rock of Ages

Opis

Lata 80 na Sunset Strip w Los Angeles. Nasz główny bohater Drew marzy o byciu rockmanem, a do czasu spełnienia tego marzenia pracuje w barze Bourbon Room. Tam spotyka uroczą i naiwną Sherrie marzącą o karierze aktorki. Oboje zakochują się w sobie, lecz w pogoni za marzeniami ich drogi nieustannie się rozchodzą. W międzyczasie barowi, jak i całej dzielnicy, grozi zrównanie z ziemią.

Polskie tłumaczenia piosenek

„Rock of Ages” jest tak zwanym juke box musicalem, co w praktyce oznacza, iż korzysta z istniejących już piosenek. W tym wypadku było to na przykład „The Final Countdown”, „Can’t Fight This Feeling” oraz „Don’t Stop believin'”. Wszystkie z nich przetłumaczone zostały na polski. Rozumiem, dlaczego niektóre osoby to denerwuje, ale mi w ogóle nie przeszkadzało. Uważam, że tłumaczenia Jacka Mikołajczyka były jak najbardziej trafione. Jest on również z resztą dyrektorem Syreny oraz reżyserem „Rock of Ages”.

Obsada

Rock of Ages - Teatr Syrena
Wszystkie zdjęcia są wykonane przez Klaudynę Schubert i są wzięte z oficjalnej strony Teatru Syrena.

Co prawda miałam okazje zobaczyć tylko jedną obsadę, ale byłam zachwycona. Szczególne wrażenie zrobił na mnie Przemysław Glapiński w roli Lonny’ego. To, co wyprawiał na scenie, sprawiało, iż często śmiałam się do utraty tchu. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się coś takiego podczas musicalu. Przemysław Glapiński był zarówno narratorem, komikiem oraz swoją postacią i przez całe show nie wychodził z roli (nawet kiedy wpychał lokowanie produktu wszędzie, gdzie się da). Skoro już jestem przy Lonny’m, nie mogłabym nie wspomnieć o Damianie Aleksandrze wcielającym się w Dennisa, właściciela baru. Ci, którzy oglądali, wiedzą dlaczego wspominam o tych dwóch postaciach razem. Powiem tylko, że para ta bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.

Bardzo podobały mi się występy Marka Grabinioka oraz Agnieszki Rose jako Franza i Reginy. Piosenka „Dosyć mamy ściemy” powracała kilka razy w ciągu spektaklu i za każdym razem cieszyłam się, że znowu ją słyszę. Za to rola Franza także wnosiła dużo humoru, który był główną zaletą całego musicalu.

Rock of Ages - Teatr Syrena
Wszystkie zdjęcia są wykonane przez Klaudynę Schubert i są wzięte z oficjalnej strony Teatru Syrena.

Przy tej czwórce postacie naszej dwójki głównych bohaterów wypadają nieco bladziej, ale i tak Karol Drozd z Barbarą Garstką wykonali kawał dobrej roboty. Świetnie się ich razem oglądało, a co najważniejsze słuchało.

Rock of Ages - Teatr Syrena
Wszystkie zdjęcia są wykonane przez Klaudynę Schubert i są wzięte z oficjalnej strony Teatru Syrena.

No cóż, jeszcze trochę, a zapomniałabym o najważniejszej postaci; Stacey Jaxx w wykonaniu Grzegorza Wilka to kreacja, od której nie mogłam oderwać wzroku. No może oprócz pojedynczych scen i finału, kiedy trochę wstyd mi było patrzeć. Aktor ten zdecydowanie nie ma nic do ukrycia, a raczej sporo do pokazania. Kto widział, ten wie.

Choreografia, scenografia oraz kostiumy

Układy taneczne, moim skromnym zdaniem, to był majstersztyk. Idealnie wpasowywały się w historię, muzykę oraz scenografie, która też według mnie jest zrobiona bardzo kreatywnie. Generalnie jestem zwolennikiem scenografii prostych, ale ładnych i pomysłowych. W końcu łatwiej wydać kupę kasy na wypasioną scenografię (jeżeli się ją ma oczywiście) niż wymyślić coś oryginalnego. Do tego dochodzą dobrze wyglądające, klimatyczne kostiumy w stylu lat 80. Tutaj chciałabym zaznaczyć, że nie wiem, ile polskie „Rock of Ages” czerpie w tym zakresie z tego oryginalnego. W polskiej wersji za choreografie odpowiada Jarosław Staniek, za scenografię Mariusz Napierała, a za kostiumy Tomasz Jacyków.

Odważne poczucie humoru

To akurat element, który nie wszystkim przypadnie do gustu. W musicalu dominuje bowiem humor niegrzeczny, czasami nieco szowinistyczny można by rzec, jednak wszystko w granicach przyzwoitości i dobrego smaku. Przynajmniej ja nie czułam się zniesmaczona licznymi żartami, wręcz przeciwnie, humor ten bardzo do mnie trafił i nigdy jeszcze nie śmiałam się tak w teatrze. W tym momencie warto zaznaczyć, że „Rock of Ages” przeznaczone jest dla widza powyżej 15 roku życia.

Podsumowując, czekam z niecierpliwością na moją kolejną wizytę w Teatrze Syrena. Nie będzie to raczej niestety „Rock of Ages” ponieważ z Warszawą niezbyt mi po drodze, a chciałabym bardzo zobaczyć jeszcze „Rodzinę Addamsów”, „Czarownice z Eastwick” oraz „Next to normal”. Także moje plany są dosyć napięte, ale będę próbować zobaczyć ten musical jeszcze raz.

A wam też zdarzyło się kiedyś takie musicalowe olśnienie, które zmieniło wasze podejście do poprzednich tytułów jakie widzieliście? Jestem też ciekawa ile wam zdarzyło się zobaczyć musicali w krótkim okresie czasowym.

Jeżeli podobał wam się post, zapraszam do polubienia mojego fanpage’a na Facebooku.